Dyskusja:Strona główna
Z WNE Wiki
Wykładowca: rozumiem, że my-wykładowcy, też możemy założyć taką stronę i wypisywać różne spostrzeżenia dotyczące studentów, ich zaangażowania, pracowitości, błyskotliwości intelektualnej itp. Czy tak? I jeśli dobrze rozumiem intencje twórców tejże strony, możemy podpisywać uwagi konkretnymi nazwiskami studentów?
Pozwolę sobie odpowiedzieć na wyżej zadane pytanie. Tak mogą Państwo założyć sobie taką stronę tak długo jak będzie się to odbywało zgodnie z polskim prawem. Mówiąc o polskim prawie mam na myśli przede wszystkim ustawę o ochronie danych osobowych oraz kodeks karny.
Pozwolę sobie również na wyrażenie opinii na powyższy temat. Mam wrażenie, że osoba, która zadała powyższe pytanie zapomniała o tym, że w panującym systemie edukacji wyższej widać wyraźny podział na stronę popytową oraz podażową. Podaż stanowią uczelnie oraz prowadzący zajęcia, a popyt studenci czy też kandydaci na studia. Piszę o tym rozróżnieniu dlatego, że nie widzę sensu tworzenia stron, w której strona podażowa wyraża swoje opinie na temat strony popytowej. Ma to oczywiście jak największy sens w przeciwnym wypadku. Powyższe stwierdzenie można udowodnić pośrednio przez obserwację rynkową oraz "na zdrowy rozsądek". W internecie pełno jest bowiem porównywarek cenowych oraz jakościowych dotyczących sprzedawców lub serwisów porównujących produkty (ceneo, nokout, cokupic .... lista jest naprawdę długa). Z drugiej strony nie widziałem stron internetowych gdzie można by się było wypowiedzieć na temat jakości konsumentów. Sens powyższego przedsięwzięcia jest również niski dlatego, że większość osób studiuje w życiu tylko raz, a wykładowca nie ma wpływu za bardzo na to kogo będzie uczył. Wykładowca z drugiej strony uczy bardzo wielu studentów, a student może sobie wybierać wykładowców lub uczelnie. Ostatnia uwaga. W myśl kodeksu karnego wykładowcy na WNE UW są osobami publicznymi, co znacząco zmienia możliwości odnośnie publikowania informacji na ich temat w stosunku do zwyczajnych studentów, które zazwyczaj pozostają osobami prywatnymi.
Podsumowując. Oczywiście Wykładowcy mogą założyć dowolną stronę. Mogą założyć nawet stronę, która będzie posiadała identyczną funkcjonalność do tej strony (www.mediawiki.org). Z punktu widzenia prawa oraz zapotrzebowania na taki produkt i jego użyteczność wydaje się to być trudne i pozbawione sensu.
Pozdrawiam, Maciej Wilamowski
Wykładowca: Rozumiem, że jesteśmy osobami publicznymi, ale bardzo mi się nie podoba traktowanie nas jak produktów w supermarkecie. Rozumiem, że ideą tej strony jest wyrażanie opinii o wykładowcach w celu podnoszenia poziomu ich zajęć. Cel bardzo szczytny i godny poparcia. Ale jak się poczyta czasem niektóre wpisy, to trudno oprzeć się wrażeniu, że studenci mają niebotyczne wymagania wobec wykładowców, ale od siebie wymagać już nie mają chęci. Tylko taka uwaga. Oczywiście moim celem nie było zakładanie żadnej strony, tylko mała prowokacja intelektualna. Pozdrawiam.
Wydaję mi się, że porównanie do produktów w supermarkecie to jednak pewne nadużycie. Przytoczone przeze mnie przykłady miały jedynie ilustrować pewne zjawisko. Studencie nie traktują prowadzących jak produktów w supermarkecie (opinia na podstawie wpisów, które zawierają nawet wychwalające rymowane wierszyki).
Wpisy maja podwójne znaczenie. Po pierwsze często stanowią dobrą informację zwrotną, co rzeczywiście może pozwolić prowadzącemu na poprawę zajęć. Dodatkowo ułatwiają dokonanie odpowiednich decyzji przy rejestracjach do grup lub innych wybieranych przedmiotach (WW/WK/Seminaria). Nie wszystkim pasuje ten sam styl nauki, ale wszyscy chcą być jak najdalej od złych prowadzących.
Studenci nie rozliczają wykładowców w sposób bezpośredni (co robi głównie Prodziekan ds Studenckich ewentualnie Rada Wydziału lub komisja dydaktyczna), a jedynie pośredni. Wydaję mi się, że w tej sytuacji nie możemy mówić o zbyt wysokich wymaganiach. Nie możemy mówić w ogóle o wymaganiach co najwyżej oczekiwaniach. Wysokie oczekiwania natomiast mogą chyba wyłącznie stymulować do poprawy. Co więcej wydaje się, iż niektórym pracownikom udało się spełnić te za wysokie oczekiwania (chyba nie musza nawet przytaczać ich nazwisk).
Pozdrawiam,
Maciej Wilamowski
Uważam, że jednak w pewnym sensie traktują. Wybierają zajęcia jak produkty na podstawie opinii i "porównywarki cenowej". Też jestem za tym, żeby zajęcia miały coraz wyższą jakość i mam nadzieję, że udaje mi się tym wysokim oczekiwaniom sprostać. Niemniej jednak trudno nie zauważyć, że często zajęcia bardziej wymagające są omijane szerokim łukiem. Zdarza mi się coraz częściej prowadzić zajęcia czy wykłady dla dosłownie kilku osób na sali i jednak wydaje mi się, że nie wynika to wyłącznie z faktu mojego niskiego poziomu. Niezmiernie wysoki poziom przygotowania studentów mogę za to potem oceniać na egzaminie i proszę mi wierzyć, nie wypada to różowo. Innymi słowy - moje główne przesłanie brzmi - chcecie Państwo wymagać od nas? W porządku. Ale wymagajcie też od siebie. Ja od siebie wymagam bardzo dużo. Tylko tyle mogę zrobić. Gdy zaczynam wymagać od studentów - widzę coraz więcej pustych krzeseł. Nie jest to reguła, ale niestety zjawisko coraz częstsze.
Na szczęście istnieje różnica pomiędzy opinią a faktem. Każdy ma prawo do swojej opinii, ale nie należy zaprzeczać faktom. Odnośnie wymagających zajęć od których to ludzie rzekomo uciekają podam trzy przykłady:
Mikołaj Czajkowski, Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, Dominika Gadowska-Kaczmarczyk (kolejność przypadkowa).
Te trzy osoby prowadzą trudne wymagające zajęcia, a zawsze mają komplet chętnych. Nie są to zjawiska jednorazowe, ale reguła. Dodam jeszcze od siebie pewną obserwację. Wydaje mi się, że istnieje zupełnie odwrotna tendencja od opisanej. Studenci są coraz bardziej świadomi tego co robią i co robić chcą. Wiedzą, że przyszli tutaj po to żeby się uczyć. Coraz większa liczba studentów wybiera zajęcia kierując się tym aby jak najwięcej z nich wynieść, a nie jak najłatwiej zaliczyć. Dotyczy to zarówno studentów młodszych jak i starszych lat.
Nie zapominajmy również, że zajęcia to są produkty. Oczywiście nie takie same jak produkty spożywcze czy sprzęt RTV, niemniej produkty. Uczelnie konkurują, walcząc o kandydatów. Podobnie prowadzący konkurują pomiędzy sobą o studentów. Jest to zdrowa konkurencja, która umożliwia rozwój.
Odnośnie przygotowania studentów. Oczywiście ich zaangażowanie i ilość pracy własnej wkładanej w przygotowanie do zajęć bywa różna. Czasem jest lepiej czasem gorzej. Nie możemy jednak zapominać, że jeśli policzylibyśmy pochodną z wiedzy i przygotowania studenta w dniu egzaminu po sposobie i jakości prowadzenia zajęć przez cały semestr to otrzymany wynik byłby na pewno dodatni i znacząco rożny od zera. Ujmując inaczej gdybyśmy modelowali ekonometrycznie wiedzę i przygotowanie studentów, to jestem pewien, że prowadzący okazałby się istotną zmienna (oczywiście zakładając, że nie mamy do czynienia z prowadzącymi o identycznym poziomie). Nie oszukujmy się prowadzący wykład wpływa bezpośrednio na: ilość wiedzy przyswajanej w czasie zajęć przez studentów, zainteresowanie samym przedmiotem, ilość pracy własnej wykonywanej przez studenta i tak dalej...
Zastanawia mnie jeszcze jedno. Jak to jest, że przekonanie o swojej racji i wysokim poziomie zajęć występuje razem z chęcią pozostania anonimowym?
Pozdrawiam, Maciej Wilamowski
Ostatnią uwagę traktuję jako niezamierzoną niezręczność. Prowadzący zajęcia jest być może istotną zmienną, ale moim zdaniem jego znaczenie jest daleko mniejsze niż wkład własny studenta, talent, przygotowanie itp. To nie liceum, że pani wychowawczyni musi podyktować dzieciom notatkę do zeszytu. Zgadzam się, że studenta można zniechęcić do pewnych treści przez złą postawę, lub zachęcić przez postawę dobrą. Ale nie przesadzałbym ze z góry przyjętą hipotezą, że tylko to się liczy. W końcu nie raz słyszałem od studentów, że nie warto chodzić na wykłady, bo przecież samemu można się wszystkiego nauczyć, przeczytać etc. Jeśli przyjmiemy, że faktycznie tak jest, to być może ta pochodna jednak jest bliska zeru. Moim zdaniem poruszamy dwie zupełnie inne kwestie. Czy innym jest sposób prowadzenia zajęć, atrakcyjność ich formy i sposób dotarcia do słuchaczy, które to powinny być zawsze na jak najwyższym poziomie (jeśli nie są to niedobrze). A czym innym jest przygotowanie studenta do egzaminu i jego wiedza (jeśli jest kiepskie to też niedobrze i nie zawsze wynika to z winy złego wykładowcy). Nie wydaje mi się, żeby to drugie miało jakiś związek z tym pierwszym. Jeśli prowadzący egzekwuje na egzaminie wiedzę, której nie podał w sylabusie, zalecanej literaturze ani na wykładzie, to nie jest to moim zdaniem problem "słabego prowadzenia zajęć", tylko wręcz totalnej nieumiejętności. Nie wyobrażam sobie, żebym miał od studentów wymagać na egzaminie czegoś, o czym (a) nie ma w sylabusie, (b) nie ma w literaturze zalecanej, (c) nie mówiłem na wykładzie. I choćbym nie wiem jak źle prowadził ten wykład, to student ma obowiązek przygotować się z tego zakresu tematycznego, jaki został na wykładzie zakreślony. Jeśli na złość mi, złemu wykładowcy, student postanowi się nie przygotować, to jest to już zupełnie inna historia.
Pozdrawiam, ciągle anonimowo
Wydaje mi sie, że autor powyższej wypowiedzi mija się z tematem. „W końcu nie raz słyszałem od studentów, że nie warto chodzić na wykłady, bo przecież samemu można się wszystkiego nauczyć, przeczytać etc. Jeśli przyjmiemy, że faktycznie tak jest, to być może ta pochodna jednak jest bliska zeru.” Powyższe dwa zdania ukazują jak autor mija się z sednem sprawy, co doprowadziło do wyciągnięcia nieprawidłowych wniosków. 1. Studenci to osoby myślące, które w większości przypadków zachowują się racjonalnie i maksymalizują swoją użyteczność. W tym procesie stoją przed prostym wyborem: iść czy nie iść na wykład. Porównują ze sobą zysk z dwóch godzin spędzonych na wykładzie do dwóch godzin samodzielnej nauki (godziny nauki i godziny odpoczynku, etc.). Następnie wybierają to rozwiązanie, które daje im wyższy zysk. Jeżeli często słyszymy, że nie warto chodzić na wykłady to dlatego, że zysk z tej aktywności jest niewielki, co najprawdopodobniej oznacza, że wykład ma niską jakość. Nie oznacza to jednak, że wykładowca nie ma wpływu na wyniki studentów. Nie pozwalajmy sobie na kreatywne wnioskowanie. 2. O pochodnych słów kilka. Autor, choć użył sformułowania poprawnego logicznie, sugeruje uzyskanie wniosków, które są błędne. Najłatwiej będzie to zobrazować korzystając z prostego przykładu. Powiedzmy, że F() to funkcja, która zwraca wiedzę i umiejętności studenta. Jest to oczywiście funkcja wielu zmiennych, a jedną ze zmiennych jest jakość wykładowcy i wykładu (nazwijmy ją w). Mamy więc F(w,.,.,.,...). Liczba pozostałych zmiennych jest nieokreślona (nieistotne w tym przypadku). W miarę oczywiste wydaje się założenie, że dF/dw jest dodatnie i zależne od w. To jest właśnie miejsce w którym autor popełnia błąd. Załóżmy bowiem, że dF/dw=10^9 * w. Jest to oczywiście przykład abstrakcyjny, jednak ilustruje sytuację, w której dla w=0 dF/dw = 0 (sytuacja opisana przez autora powyższej opinii). Nie zmienia to jednak faktu, iż w jest niesłychanie istotną zmienna, która bardzo mocno wpływa na wielkość F, jeśli tylko w jest większe od zera.
„Czy innym jest sposób prowadzenia zajęć, atrakcyjność ich formy i sposób dotarcia do słuchaczy, które to powinny być zawsze na jak najwyższym poziomie (jeśli nie są to niedobrze). A czym innym jest przygotowanie studenta do egzaminu i jego wiedza (jeśli jest kiepskie to też niedobrze i nie zawsze wynika to z winy złego wykładowcy).„ Pamiętajmy dyskutujemy na temat tego wiki. Rozmawiamy o wpływie wykładowcy na działania studenta, a nie na wpływ jakości studenta na osiągane przez niego wyniki! Oczywiście przygotowanie studenta jest częściowo niezależne od wykładowcy. Ta niezależna cześć nie jest jednak przedmiotem tej dyskusji i nie ma związku z tą wiki. Autor chciałby mieć najlepszych inteligentnych pracowitych studentów, a jeżeli student jest leniwy to uważa, że jest zwolniony z odpowiedzialności dydaktycznej. Zgadzam się w idealnym świecie studenci powinni być inteligentni, pracowici i samodzielni. Niestety nie żyjemy w idealnym świecie. Pamiętajmy jednak, że nie rozmawiamy o przeciętnym ilorazie inteligencji polskich nastolatków, ani o systemie edukacji w Polsce. Rozmawiamy o wykładowcach. W całej zabawie w edukację chodzi o to, że wykładowca (uczelnia, wydział etc.) dostaje jakiś materiał, a następnie go kształtuje. Dobry wykładowca jest lepszy od złego wykładowcy, ceteris paribus (w tym przypadku ucząc grupę tych samych studentów), ponieważ uczeni przez niego studenci posiedli większą wiedzę i umiejętności niż ci, którzy byli uczeni przez gorszego wykładowcę.
Ostatnią część wypowiedzi pozostawię bez komentarza.
Podsumowując. Dobry wykładowca wypływa pozytywnie na wyniki uzyskiwane przez studentów. Ta strona istnieje po to aby odróżnić dobrych wykładowców i ćwiczeniowców od złych. Na WNE UW mamy pod dostatkiem zarówno tych dobrych i złych jak i całkiem przeciętnych, co stanowi powód istnienia tej wiki.
Pozdrawiam, Maciej Wilamowski
Bardzo proszę mi oszczędzić wykładów o koszcie alternatywnym, optymalizacji i użyteczności. "1. Studenci to osoby myślące, które w większości przypadków zachowują się racjonalnie i maksymalizują swoją użyteczność." Będę o tym pamiętał, gdy następnym razem przyjdą prosić o obniżenie progu, albo ułatwienie kryteriów zaliczenia. Taka drobna złośliwość, proszę nie komentować.
Pan oczywiście nie popełnia błędu, z takim przekonaniem pisząc: "W miarę oczywiste wydaje się założenie, że dF/dw jest dodatnie i zależne od w. To jest właśnie miejsce w którym autor popełnia błąd." Wydaje się? Oczywiste? W miarę oczywiste? Proszę wykazać, że tak jest. A dopiero potem wytykać innym błędy. "Załóżmy bowiem, że dF/dw=10^9 * w. Jest to oczywiście przykład abstrakcyjny, jednak ilustruje sytuację, w której dla w=0 dF/dw = 0". A w jakich jednostkach mierzy Pan to "w"? Równie dobrze można argumentować, że ta pochodna to: dF/dw=10^(-34)*w, przyjmując, że "w" należy do [0,1], gdzie 0 to zły wykładowca, a 1 - idealny. Napisałem, że dla mnie ta pochodna jest bliska zero. Pański przykład nie jest najlepszy i niczego nie dowodzi. Dyskutujemy bowiem o założeniach. Moje jest inne niż Pańskie. Dla mnie ta pochodna jest dodatnia, ale prawdopodobnie bliska zero. A dla Pana?
Pisze Pan, że nie rozmawiamy tu o systemie edukacji, ani o studentach, tylko o wykładowcach. Ok. Ale chciałbym nieśmiało zauważyć, że właśnie ci bardzo zróżnicowani studenci (nie idealni) piszą często dość emocjonalne opinie, które mamy uznać za prawdę. "Autor chciałby mieć najlepszych inteligentnych pracowitych studentów, a jeżeli student jest leniwy to uważa, że jest zwolniony z odpowiedzialności dydaktycznej." Nic takiego nie napisałem i proszę mi nic takiego nie imputować. Pierwsza część zdania jest prawdziwa, ale wniosek już nie. Pewnie, że chciałbym mieć jak najlepszych studentów. Istnienie tej strony wskazuje, że studenci chcieliby mieć idealnych wykładowców. Im wolno formułować takie oczekiwanie i pragnienie, ale nam wykładowcom - jak rozumiem nie. Nie mamy prawa oczekiwać przygotowania, zaangażowania i wiedzy. Mamy za to z całą pokorą (jak stoi na stronie głównej) przyjmować do wiadomości wszystko, co jest tu napisane. Jeśli student jest leniwy, nic mu się nie chce, nie ma pojęcia o podstawach mikro, makro, nie umie policzyć choćby prostej pochodnej (ale za to chętnie wypowie się o poziomie swojego wykładowcy) to mi po prostu ręce opadają i chciałbym czasem też móc o tym napisać. Ale nie mam gdzie. Nie mam zamiaru tworzyć żadnej strony, tylko czasem z bezsilności zęby bolą.
Na koniec, chciałbym zauważyć, że poziom niektórych wpisów jest poniżej poziomu dobrze wychowanego człowieka. Można mieć o wykładowcach zdanie dowolne. Ale to nie powód, żeby pisać obraźliwe komentarze na ich temat (na szczęście nie jest ich wiele, ale są). Nie usprawiedliwia tego nawet niski poziom prowadzonych przez nich zajęć. Walczmy o jak najlepsze standardy nauczania, ale nie posługujmy się w tym celu chwytami poniżej pasa.
Pozdrawiam i myślę, że nie ma co ciągnąć tego dalej
Też mi się wydaje, że nie ma tego co dalej ciągnąć. Oczywiście nie musimy się zgadzać co do wartości pochodnej i tego jak się zachowuje omawiana funkcja. Tutaj rzeczywiście trzeba by mieć poprawnie przeprowadzone badania aby coś udowodnić. Ja swoja opinie na temat pochodnej wyciągam po prostu na podstawie bardzo licznych "case studies".
Nikt nigdy nie twierdził, że to co znajduje się w dziale "Opinie" to prawda absolutna. Jak sama nazwa wskazuje to są wyłącznie opinie. Jak sam Pan zauważył tych opinie w naprawdę złym tonie jest na szczęście niewiele.
Odnośnie opinii nieprawdziwych, pisanych pod wpływem emocji. Take również się zdarzają. Na szczęście na wiki panuje spontaniczny porządek, każda akcja budzi reakcje. Często jeżeli wykładowca zostanie niesprawiedliwie potraktowany znajdują się odpowiednie opinie korygujące. Na stronie głównej jest uwaga dotycząca jedynie tych konstruktywnych komentarzy, a nie tych nieprawdziwych napisanych pod wpływem emocji czy chamskich.
Pisząc o zwalnianiu się z odpowiedzialności miałem na myśli ten fragment: "I choćbym nie wiem jak źle prowadził ten wykład, to student ma obowiązek przygotować się z tego zakresu tematycznego, jaki został na wykładzie zakreślony." Może rzeczywiście coś źle zinterpretowałem. Zostawmy to innym do oceny.
Co do miejsc do pisania. Ich jest sporo. Papier jest cierpliwy, wszystko wytrzyma. Jak się okazało internet ma jeszcze większą cierpliwość. Jak widać na samorządowym wiki znalazło się miejsce dyskusję. Wydaje mi się, że na merytoryczną dyskusję na temat przygotowania studentów znalazło by się i na forum.
Pozdrawiam, Maciej Wilamowski
Wykladowca II:
1)Pod wieloma uwagami Pana Wykladowcy jednak bym sie podpisal. Wiele komentarzy jest niemerytorycznych- chocby uwagni na temat zartow wykladowcy, albo tego, ze "dziwnie" sie smieje, co to do cholery ma wspolnego z poziomem ksztalcenia? Wiele komentarzy jest emocjonalnych wykazujacych nikle (badz zadne) rozeznanie w przedmiocie a co za tym idzie oddajace nieprawdziwy obraz poziomu cwiczen/wykladu. Przykro mi ale jak ktos przemknal sie przez analize ze slaba troja to jakim cudem moze wyglaszac opinie, ze cwiczeniowiec z rach. prawdop. zle cos tlumaczy? W zasadzie szale przewazyla ostatnio dodana strona kolejnego cwiczeniowca z nazwiskiem pisanym z malej litery...
2)Jeszcze jedna uwaga na temat osob publicznych, na przyklad Pan, tu zwracam sie do Pana Wilamowskiego, o ile mi wiadomo jest doktorantem, w mysl ustaw o osrodkach naukowych nie jest Pan ani pracownikiem naukowym wydzialu ani pracownikiem dydaktycznym - chyba ze jest Pan na etacie asystenta(wiem, ze pare osob prowadzacych cwiczenia jest doktorantantami prowadzacymi zajecia dydaktyczne na podstawie umowy-zlecenia). W tym wypadku nie jest Pan, a napewno pare znanym mi osob, w mysl prawa, osoba publiczna (nie jestem prawnikiem wiec moge sie mylic, moze jest gdzies w ktorejs z nowelizacji ujety Pan jako o.publiczna, zapytalem prawnika- sprawdzi). W tych przypadkach wypadaloby zapytac o zgode wspomniane osoby. Zapewne zdecydowana wiekszosc nie bedzie miala nic przeciwko pod warunkiem zrobienia czegos z wspmnianymi sytuacjami z 1. i zastosowania sie do 3.
3)Abstahujac od punktu 2. Jesli samorzad chce utrzymywac taka strone to powinien moderowac tutejsze wpisy, przykro mi bardzo ale niektore komentarze sa kompletnie niedopuszczalne. Wpisow dziennie nie ma az tak wiele zeby jedna osoba w samorzadzie na przerwie 15 minutowej nie byla w stanie przejrzec wszystkich i ewentualnie wprowadzic poprawki lub usunac obrazliwe i niemerytoryczne. Osobiscie uwazam i tu pewnie Pan sie ze mna bedzie zgadzal, ze nie jest jeszcze tragicznie- coz, wydaje mi sie, ze sa na wydziale wykladowcy, ktorym nie odpowiada zwracanie sie do Nich per Ty/po imieniu (co jest dosc czeste) sadze, ze w oczach tych osob sytuacja jest tragiczna. Temat dobrego wchowania i dobrego smaku to chyba juz watek na calkiem oddzielna dyskusje. Pozdrawiam.
Witam,
pozwolę sobie odpowiedzieć.
Ad 2. Nawet jeżeli prawo jest łamane w niektórych sytuacjach, to niewiele to zmienia. Strona mojej osoby może zostać z dnia na dzień zamieniona w Macieja W (Zakład Mikroekonomii), co pewnie spowoduje, że całość będzie zgodna z prawem, ale co z tego? Argumenty prawne są więc trochę nie na miejscu (są nieprawdziwe lub ich prawdziwość nic w praktyce nie wnosi).
Ad 3. i Ad 1. Z tego co wiem wpisy są moderowane. Pytanie jakie pozostaje to granica moderacji (jaką treść należy usuwać, a jakiej nie). Oczywiście wpisy wulgarne i niecenzuralne należy usuwać. Tutaj sprawa jest prosta ponieważ wulgaryzmy są względnie dobrze zdefiniowane. Co więcej jeżeli wpis jest naprawdę niecenzuralny prowadzący może sam go usunąć (podając przy edycji uzasadnienie). Wiki ma „pamięć” zmian co powoduje, że jak najbardziej miejsce na tego typu ruchy, a ryzyko nadużycia jest niewielkie.
Prawdziwość to inny problem. To są opinie ludzi i moderator wiki nie może sam decydować czy coś jest prawdziwe czy nie. Paradoksalnie najskuteczniejszym narzędziem jest ... popularyzacje tej Wiki. W skrajnym przypadku, w którym każdy student wyrażałby swoją opinię mielibyśmy najpełniejszy obraz, a nieprawdziwe opinie były by szybko zanegowane. To oczywiście nierealistyczny przykład, ale chyba dobrze ilustruje logikę, którą chcę przekazać.
„Merytoryczność”. Tutaj jest podobny problem. Powiedzmy, ze mamy dwa wpisy: „Prowadzący jest sympatyczny i ma wyśmienite poczucie humoru.” oraz „Dziwnie się śmieje”. Obydwa nie są merytoryczne. Pierwszy jest pozytywny, drugi raczej nie (aczkolwiek nie jest wulgarny). Pierwszy może stanowić cenną wskazówkę dla osób wybierającej zajęcia, drugi nie. Niemniej znów znajdujemy się w sytuacji, w której ktoś musiałby arbitralnie zdecydować co się nadaje a co nie. Wydaje mi się, że niemerytoryczne wpisy, które nie są obraźliwe nie stanowią aż tak wielkiego problemu.
Podsumowując, wiki jest jaka jest. Ma swoje wady i zalety. Według mnie żadnej z wad nie możemy wyeliminować nie tracąc pewnych zalet. Czy jest to rozwiązanie optymalne? Nie wiem, ale wydaje mi się, że tak. Chyba trzeba się po prostu przyzwyczaić i w myśl „fight fire with fire” popularyzować wiki aby informacje nieprawdziwe były możliwie najszybciej dementowane.
Pozdrawiam, Maciej Wilamowski





